BLOG – tu udaję, że jestem ciekawym człowiekiem.

Jęk wołającego na pustyni.

Jeszcze parę słów o flejmach, toczących się tu i tu.

Ale może zacznę z innej beczki. Korzystam na przemian z dwóch przeglądarek, w jednej, na stronie startowej mam ustawione komiksiki. Strona ta zbiera większość (jeśli nie wszystkie) stronki i blogaski autorów z Komiksowego Lasu. Czy tam Bagien. No i czasami, poprzez wspomnianą stronę zdarza mi się trafić na blog mrw.
Blog nazywa się pattern recognition, i ja również jakiś czas temu zuważyłem pewną zależność. Otóż nie zgadzam się z większością rzeczy, jakie pisze mrw. Nie, żebym musiał się zgadzać, czy coś, po prostu uważam to za zabawny, na swój sposób zbieg okoliczności.
Na przykład parę dni temu napisał on, że Marek Koterski nienawidzi kobiet. Nie widziałem i nie wybieram się co prawda na „Baby są jakieś inne”, bo film zapowiada się dość nieciekawie, i tu się z mrw nawet zgadzam. Ale co do teorii, że Koterski nie lubi kobiet, już nie. Bo moim zdaniem Koterski nie lubi kobiet, mężczyzn, psów, pracowników kolei, no i oczywiście Łodzi, kurwa. I siebie chyba też nie za bardzo, bo jego bohaterowie są zazwyczaj równie popieprzeni, jak świat, w którym żyją. Czyli w sumie się nie zgadzam, ale tylko odrobinę. Co nie zmienia faktu, że ja osobiście mocno się z bohaterem „Dnia Świra” identyfikuję.
No, ale ja nie o tym.
W innym poście mrw stwierdza, że Maciej Łazowski nienawidzi kobiet, a właściwie feministek. I generalnie o to się toczą wszystkie dyskusje.
Ja bym się już nawet nie wypowiadał, bo już nie ma o czym, trochę jak z tym krzyżem sejmowym.

No, ale czuję się trochę wywołany do tablicy:

Tym razem poszło o rozumienie dowcipów; nawet jeden z dyskutantów wzniósł oczy do nieba i wyjęczał:


Przeraża mnie, jak często prosty żart potrafi być kompletnie niezrozumiany.

Bo ten, co wyjęczał, to akurat ja byłem.

Nawiasem, gdyby Łazowski napisał, że feministki coś tam „wyjęczały” to by dopiero była afera. No, ale mniejsza o to.

Skoro już bawimy się w analizowanie szczegółów (bo do psychoanalizy samego autora „Głosów” nie mam kompetencji):

Skąd wniosek, że Artmac nienawidzi (skąd ta skłonność do zarzucania wszystkim nienawiści, dość jednak skrajnej emocji) feministek? Ano z komentarza pod paskiem:

Mam taką sugestię, żeby wysłać wszystkie wojujące feministki do miejsc, gdzie naprawdę miałyby coś do roboty.

No rzeczywiście. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na użycie słowa „wojujące”. Może zatem autor rozgranicza feministki na „standardowe” i „wojujące”, a nie lubi tych drugich? Prosta odpowiedź? Może zbyt prosta? Ja np. nie lubię*, ale co ja tam wiem.
Pójdźmy więc dalej: pasek „Przybysz” I niechęć wobec imigrantów. Pasek „Granie w komputer” I szerzenie stereotypów „Informatyk mieszka z matką” A tu promocja kreacjonizmu poprzez wytykanie bezsensowności ewolucji! Tu z kolei nawoływanie do przemocy wobec intelektualistów!
Oczywiście można też przestać się dopierdalać na siłę.

Tymczasem Szprota na swoim blogu wyjasnia:

EDIT, bo docierają do mnie echa oburzu autora i jego znajomych:

Wiem, że to żart. Nie oskarżam Maćka o homofobię. Oglądałam jednak ten komiks w otoczeniu innych, np. tego i zastanawiałam się, na ilu poziomach odbieram go ja czy gros osób, które tu zaglądają (huh, gość drze łacha z homofobii, cool!), na ile środowisko komiksowe (zakładam, że podobnie), a na ile gimnazjaliści, ich rodzice czy prezesi firm sponsorujących festiwal (bo ci z kolei bez kontekstu mogą jednak nie łyknąć ironii). Naskórkowa homofobia (czy mizoginia, jak w przypadku tej drugiej planszy) jest na tyle powszechna i przezroczysta, że nawet tak wyraziste przerysowanie może nie być oczywiste. Ani wykopowiczów, ani stałych czytelników joemonster nie podejrzewam, niestety, o zdolność wychwycenia żartu. Przykładem może być nie sam pasek o islamskiej feministce, a część komentarzy pod nim: ile z nich to trolling, a ile szczere opinie o feministkach robiących awantury za przepuszczanie w drzwiach?

So, nie żebym dawała porady, ale używszy tego typu kliszowych karykatur licz się, dude, z tym, że będziesz musiał wyjaśniać, że żartowałeś. Jak już padło w komentarzach, Polska to nie jest kraj dla trolli, a ironia jest przereklamowana.

Ok, czyli podsumowując, autorowi oberwało się za to, że ewentualnie może przeczytać ktoś, kto być może nie zrozumie i uzna, że to na serio? A jeśli tak, to co? Zostanie homofobem (cokolwiek to znaczy) z tego powodu? Tak jak seryjnym mordercą się zostaje od grania w GTA. Czy autor powinien był się w związku z tym dostosować do poziomu ewentualnego odbiorcy i wymyślić prostszy żart? No nie ogarniam dalej.
Co do komentarzy pod paskiem, no tu się mogę zgodzić.
Co do wykopowiczów i stałych czytelników joemonster to już jest grube uogólnienie i można by się zastanawiać, czy nie mamy tu do czynienia z nienawiścią wobec wyżej wymienionych. ;)

I nie piszę tego nawet jako znajomy autora (zresztą, Maćka spotkałem raz, przy piwie, na KW, więc jaki tam ze mnie znajomy), tylko jako prosty komiksiarz, być może nawet z ubiegłej epoki, który nie jest też największym fanem poprawności politycznej ani przychodzącej do nas chyba ze Stanów obsesji, przez którą strach już cokolwiek powiedzieć, bo zawsze ktoś poczuje się urażony. Może słucham złej muzyki, albo oglądam złe filmy, nie wiem. Ale zwyczajnie mi to nie leży. Mógłbym nawet uzasadnić, czemu, ale w sumie po chuj. Tak mam i już.

*co wynika z wiadomej afery w Komiksowie, komiks kobiecy itd.


Człowiek-Szynszyla 01: okładka v2

Próbuję nowego serwisu, Artflakes, z którego można zamawiać różne drukowane rzeczy. A od dzisiaj również powyższą przeróbkę oryginalnej okładki Człowieka-Szynszyli. Jest ona również dostępna dla użytkowników deviantART.

Jeśli ktoś ma ochotę sobie coś takiego zamówić, to oczywiście zapraszam, jednocześnie zaznaczam, że sam z usług artflakes nie korzystałem, chętnie usłyszałbym nawet jakieś opinie.

Druga sprawa, zamierzam dorzucić do zestawu przeróbki okładek kolejnych dwóch części.

Jeśli chodzi o biramba.com, wydaje się, że ciągle nie działa, jeśli nawet znajdę parę groszy na zmianę hosta, to czeka mnie bolesna przeprowadzka i konieczność skopiowania plików ze strony, która nie działa. Czyli jestem w dupie.

Aczkolwiek problem jest tylko z bazami danych, a więc strony w html’u w tej chwili działają. Nic już nie wiem.


Jak żyć?

Niełatwo żyć z błaznowania, gdy ludzie mają często problem z odróżnieniem ironii od bycia serio. Może to wina internetowego trollingu, może tego, że wielu ludzi potrafi gadać kompletne bzdury zupełnie na serio.
Może.
Choć dzisiaj moją uwagę zwróciła na problem konkretna dyskusja, dotycząca „Odpowiedzi na Palące Pytania” mgr Łazowskiego, na którą przypadkiem trafiłem na facebooku. Przejrzałem całość trochę na szybko, bo jestem leniwym bucem, generalnie wygląda na to, że ludzie zastanawiają się, czy ten komiks

jest na serio, czy nie. A jak wam się wydaje?

Nie chodzi mi tu o to, czy kogoś ten żart śmieszy, czy nie, a raczej o pewien problem z komunikacją, powiedzmy, że tzw. „czytaniem ze zrozumieniem”.

Zresztą, w sumie sam nie wiem, możliwe, że Maciek Łazowski, za dnia komiksiarz, w nocy biega w dresie z bejsbolem i bije gejów po twarzach.

Czy to dotyczy tylko komiksów? Nie bardzo. Pamiętam, jak lata temu w komentarzach na Youtube pod tym kawałkiem Łony

ktoś krzyczał, że poprawnie powinno być „szedłem” i Łona się powinien wstydzić nieznajomości ojczystego języka.

Niestety, raper ze Szczecina ciągle niczego się nie nauczył! W tym roku wypuścił razem z drugim analfabetą, niejakim Webberem (to chyba nie jest polskie nazwisko… przypadek?) nowy klip.

Klip jest oczywiście pełen rażących błędów językowych, na szczęście komentatorzy z Youtube uprzejmie mu te błędy wypomnieli. Super.

Oczywiście, można by powiedzieć, że to tylko jednostkowe przypadki, ale spójrzmy na inny aspekt sprawy. Demotywatory. Serwis jest cholernie popularny, a przecież przepis na demoty w polskim wydaniu to jakże często „weź żart, umiesć go w czarnej ramce i wytłumacz puentę w tekście poniżej”.
(serio, znalazłem ten obrazek na pierwszej stronie, nawet nie musiałem szukać)
Lubię też, gdy ludzie na różnych serwisach o tematyce politycznej (na które zaglądam bardzo rzadko, ale czasem się zdarza) użytkownicy w swoich postach elokwentnie i dowcipnie nawiązują do obecnej sytuacji politycznej, oraz SoLiDaryzują się w niechęci do danej opcji POlitycznej PiSząc w taki sposób.
Jak już powiedziałem, nie chodzi mi o subiektywny odbiór samego żartu, a raczej o naszą zdolność do komunikacji, która wydaje mi się być odrobinkę, odrobineczkę zaniedbana.
Ale co ja tam wiem.
Elo Krzywo.

P.S: Na koniec jeszcze jeden kawałek, Majkel – „Tłum”.


Nie umiem pisać dialogów.

Kiedy pisałem dialogi do powyższej planszy „Epoki Dymu” ogarnął mnie lęk. Dotyczył on konkretnie wypowiedzi pani z telewizora w ostatnim kadrze.
„Nie pozwolimy, by tacy ludzie dalej promowali swój styl życia, niezgodny z ludzką naturą i sprzeciwiający się objawionej w pismach woli Amgzai’a”
Przecież nikt tak nie mówi, pomyślałem. Owszem, moge się z kimś nie zgadzać, ale nie powinienem chyba pokazywać tamtej strony jako kompletnych, nadętych buców? Przeciez ten tekst to już jest jakaś karykatura. Owszem, planuję poruszyć ten temat jeszcze później, pokazać nieco szerszą perspektywę, ale póki co powinienem to chyba nieco złagodzić. Nikt normalny tak nie mówi, wyjdę na grafomana!

Ale nie złagodziłem. I przyznam szczerze, trochę mnie to męczyło.

A potem, gdy Janusz P zdobył 10 procent w wyborach, trafiłem na taki tekst jednego z jego przeciwników, redaktora naczelnego serwisu konserwatyzm.pl:

„To lewica, która zawahałaby się aby rozjechać protestujących robotników czołgami. Ale w dzisiejszym świecie to lewica znacznie groźniejsza, ponieważ posiadająca poparcie mediów i przedstawiająca sobą wizję ideologiczną alternatywną dla chrześcijaństwa, dla prawa naturalnego i wszelkiego znanego człowiekowi porządku rzeczy. To skrajny i intelektualnie atrakcyjny wyraz lewicy heglowskiej. Jej znakiem jest sodomia, transseksualizm, odrzucenie prawa Boga, prawa natury i elementarnych zasad Cywilizacji Łacińskiej. Im nie chodzi o odwrócenie porządku, co było celem leninizmu – tak aby nieposiadający stali się posiadaczami – ale o negację porządku jako takiego.

I muszę powiedzieć, że już mi lepiej.


Super partia, kurwo.

Ostatnie tygodnie uprzejmie przypomniały nam, w jak pojebanym kraju żyjemy. Nie będę się rozpisywał, bo już szkoda słów chyba. Podzielę się tylko moim ulubionym spotem wyborczym. W kategorii „najbardziej chujowy spot roku” na podium staje…

A tu wyszło mi, że najbliżej światopoglądowo mam do Palikota. Trochę mnie to zdziwiło, ale w sumie nie tak bardzo. Inna sprawa, że na kolesia strach kurwa głosować. Zresztą, na kogo nie Strach?

W sumie liczę na to, że wygra PiS. Wiecie, „some people like to watch the world burn”.

Z innej beczki, Steve Jobs umarł, więc dowiedziałem się, kto to był. Podobnie miałem z Amy Winehouse. Czuję się jak prawdziwy Człowiek Śniegu, czy ktoś inny, kto jest mocno nie na bieżąco.

Podobno na Forum Gildii znowu toczy się jakaś wojna o coś. Tu napisałbym o co, i jakie mam zdanie na ten temat, ale w sumie nie mam i nie chce mi się sprawdzać, ocb.

Na koniec kącik muzyczny, bo cały czas słyszę w głowie „ukochany kraj, umiłowany kraj”.


Tytuł posta, sprawa nieprosta.

Ostatnio po raz n-ty oglądam Batman: TAS. Kiedy oglądałem go poprzednio, odniosłem wrażenie, że serial się już zestarzał i nie podoba mi się tak, jak kiedyś. Widać byłem wtedy w nastroju na coś innego, bo teraz znowu się jaram, i to tak, jak przed laty. Co prawda teraz zwracam uwagę na rzeczy, na które w wieku lat (o ile pamiętam) sześciu zwracać uwagi nie mogłem. To, jak przez kolejne odcinki ewoluuje kolorystyka, w jaki sposób pracujący nad serią artyści budowali jej klimat. To, jak często serial wykorzystuje elementy typowe dla horroru, groteskowe transformacje postaci, muzykę.Seria ma też przede wszystkim to, czego bardzo brakowało mi w filmach Nolana: szaleństwo każdej z postaci ma sens, jest podbudowane długą i skomplikowaną historią (nawet jeśli nie pokazaną w całości). Podobnie jak animowany Superman, który moim zdaniem pokazuje bardziej dojrzałą wizję Metropolis, niż jakikolwiek film aktorski dotychczas.Niedługo prawdopodobnie zabiorę się znowu za JLU :)

Oczywiście oglądanie seriali nie wpływa najlepiej (przynajmniej krótkoterminowo) na moją rysowniczą wydajność. Liczyłem, że zanim ruszy odcinek drugi „Epoki Dymu” będę miał już chociaż parę stron w zapasie. Wygląda jednak na to, że nie. Tak czy siak, pierwsza część jest zakończona. Mimo humorystycznych elementów jest to historia zaczepiająca o trochę poważniejsze, czy też bardziej skomplikowane tematy, których, muszę przyznać trochę się obawiam. Nie czuję się pewnie jako scenarzysta. Do tej pory robiłem głównie historie, będące zlepkiem różnych, popkulturowych elementów, gdzie wszechobecny absurd maskował moje niedostatki jako scenarzysty. Sęk w tym, że takie historie zwyczajnie mi się znudziły. Jeśli poświęcam miesiące na zrobienie komiksu, chcę widzieć w nim coś więcej. Z drugiej strony jednak odpowiedzialność wiążąca się z poważniejszymi historiami zawsze trochę mnie przytłaczała. Granica między wyrażaniem opinii a propagandą jest dosyć cienka. Chęć schlebiania własnym gustom czy zainteresowaniom podczas tworzenia postaci groźna. A gdy już nawet się z tym wszystkim uporamy, nikt nie da nam gwarancji, że ktokolwiek będzie chciał to czytać.

Tak w ogóle, za pomoc w doszlifowaniu pierwszej części należą się podziękowania dla Łukasza i Sub’a. Elo krzywo!

Co tam jeszcze z nowości… polski komiks nie żyje, politycy są głupi, Ziemia krąży wokół Słońca…

A, tak. przydałoby się zrobić jakiś rysunek dla Epoki Dymu na tzw. „voting incentive” na amerykańskiej topliście webkomiksowej, więc jeśli ktoś ma jakieś życzenia w tej kwestii, to proszę krzyczeć.


Mówi się "trudno".

Polski komiks nie żyje, ale to już chyba wszyscy wiemy. „Epoka Dymu” powoli się rozkręca, ja mam nadzieję, że mój zapał prędko się nie skończy.
Niestety teraz jestem na etapie tłumaczenia pierwszej części, co mnie mocno przygasiło. Druga część ma 13 plansz naszkicowanych. No.
Osoby śledzące mój deviantART lub digart (na który zaglądam zdecydowanie rzadziej) mogły zauważyć, że zacząłem się bawić w robienie codziennych szkiców, co albo zmotywuje mnie do pracy, albo sprawi, że po jednym rysunku powiem sobie „ok, dość na dzisiaj”. Jak to mówią, chuj wie.

Nowe plansze, tzn. takie całkiem nowe „Epoki Dymu” zaczną się pojawiać z dniem 8-mym września i od tego momentu z codziennych aktualizacje przestawią się na czwartki i niedziele.

Ja mam nadzieję uporać się z tłumaczeniami i zabrać jak najszybciej za odc. drugi.

Ostatnio staram się patrzeć na pozytywne strony tej roboty, stąd powrót do webkomiksu, odpuściłem robienie zleceń na razie (choć fakt,że finansowo jestem w głębokiej dupie) itd. Przyznam, że tej „satysfakcji” z rysowanie coraz bardziej mi brakowało i jej odzyskanie stawiam sobie za priorytet. Mniejsza o sytuację komiksu w Polsce, nisze, VAT-y, festiwale i karteczki post-it.